sobota, 14 maja 2016

To ja.

Wszyscy bardzo narzekają na pracę w korpo. Jak dla mnie jest nawet spoko: 8 godzin i do domu, pensja jest na czas, praca nie mieszka w domu, jest nas dużo- nie tak jak w poprzedniej najgorszej pracy świata, od której prawdopodobnie wyhodowałam raka. O nie. W korpo wszyscy -wiadomo- narzekamy na robotę ale poza tym duże się śmiejmy, umawiamy na piwka, i walimy w klawiaturę spędzając tak sekundy, godziny i lata swojego życia żartując z podmioty naszej roboty w najbardziej chamski sposób jak tylko można

Jest jedna rzecz jednak, której szczyptę jeszcze (chyba) noszę w sobie, której większą część chyba zagarnęła moja siostra bliźniaczka a tą cechą jest kreatywność.

W korpo, pisząc tą samą notatkę z rzędu, mówiąc klientowi po raz setny tą samą informację tak, że tak na prawdę mogłabym się nagrać i puszczać w kółko to samo,od dwóch i pół roku mając grafik zaplanowany cały czas w podobny sposób mózg mi paruje gdy mam zrobić coś innego.

I po to tu jestem by rozwijać te wszystkie inne rzeczy, które jeszcze we mnie żyją, ale za chwilę prawdopodobnie już żyć nie będą.

Chcę się nauczyć montażu filmów, obróbki zdjęć. Uwielbiam książki. Muszę podszkolić włoski i francuski. Przemierzam świat walcząc za razem z panicznym strachem przed lataniem. Uwielbiam uczyć się od ludzi, którzy patrzą na świat z innej perspektywy. Może właśnie dlatego zakochałam się w jodze - bo z perspektywy kruka wszystko wygląda inaczej. Z wielką namiętnością ( i tak samo z wielkim brakiem sukcesów) tańczę na rurze. Mam dyplom z anglistyki i logopedii klinicznej. Kocham mojego psa najbardziej na świecie, mimo że przedwczoraj w jego kupie błyszczał napis havajanas.  Uwielbiam kuchnie roślinną i tak docelowo chciałabym karmić swoje ciało. Biegam. Dbam o swoje ciało, które zostało już lekko podgryzione przez nowotwór. I bardzo potrzebuję swojego miejsca gdzie mogę dbać o te wszystkie rzeczy, opowiadać innym itd itp. To tu!