sobota, 15 października 2016

W tył (?) zwrot

Pod koniec lipca pełna ekstazy pisałam o tym, jak rzuciłam pracę. Ekstaza trwała dokładnie 2 dni: piątek oraz sobotę. W niedzielę zaczęłam za dużo myśleć, liczyć oszczędności i przeliczać je na ilość rat kredytu. W niedzielę pojawiły się też bilety na Sri Lankę w cenie, na którą w normalnych okolicznościach mogłabym sobie pozwolić ale już z perspektywą bezrobocia - nie.  We wtorek podpisywałam już wypowiedzenie wypowiedzenia jako, że ta racjonalna strona mojego umysłu oraz świadomość, że tata zamartwia się do bólu wzięła górę.
I przez chwilę nawet czułam ulgę, że to odcięcie od gotówki jednak nie nastąpi, że mogę spokojnie planować wakacje, że będzie mnie stać na akt notarialny czy szafę.

Z szefem dogadaliśmy się w taki sposób, że jeżeli zostanę to mi poukłada godziny pracy w taki sposób, żebym była zadowolona. I też tak się stało. Dokładnie na miesiąc bo tyle zajęło mi znalezienie nowej pracy (plus miesięczny okres wypowiedzenia).

Jak to się stało, że tyle namieszałam i zdecydowałam się jednak i tak zmienić pracę i ponownie złożyć wypowiedzenie?
Po pierwsze, czara goryczy się przelała, jedno małe wkurzenie, drugie małe wkurzenie i ani się nie spostrzegłam jak śnieżna kula gniewu znów toczyła się przez moje codzienne biurowe życie. Teraz jak patrzę na to z perspektywy dwóch miesięcy to wiem, że te nerwy były trochę przesadzone. Po drugie, ja na prawdę nie byłam w stanie już wykonywać mojej pracy jako, że przesyt materiału powodował, że mózg mi się wyłączał. Myślałam, że te problemy z koncentracją były spowodowane tematyką pracy.

Od początku października pracuję w nowej firmie, dużo, dużo większej i dużo poważniejszej. Mimo, że aplikowałam na "zwykłe" stanowisko, zaproponowali mi managerskie czyli takie, jak wcześniej. Praca jest z totalnie innej branży, więc długa droga przede mną zanim to wszystko ogarnę. Póki co walczę ze swoim brakiem pewności siebie gdy mam kierować zespołem, który tak na prawdę o wszystkim wie tyle co ja. Sam temat niestety póki co okazuje się mega, mega nudny. Niestety chyba również wreszcie zrozumiałam, że w poprzedniej pracy to nie przesyt materiału był największym problemem ale praca przy komputerze sama w sobie. Mam ogromną nadzieję jednak, że to się wszystko jakoś poukłada. Nie ukrywam, że ta zmiana kosztuje mnie całe morze stresu i bardzo brakuje mi poczucia bezpieczeństwa w tym co robię.
Może się wydawać, że ja sama nie wiem czego chcę ale to jest temat na kolejny post.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz