środa, 19 października 2016

zielono mi

Od maja moje nazwisko widnieje na pewnym akcie notarialnym. To właśnie wtedy stałam się właścicielką mieszkania, które totalnie rozkochało mnie w sobie od pierwszego wejrzenia. Na obrzeżach Wrocławia, blisko Odry, z 40m2 tarasem/trawnikiem wychodzącym na przepiękny park ze starymi drzewami.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com
/564x/9f/ab/04/9fab043ab734920de6de2bc0fe60c213.jpg
Mimo, że dopiero zaczęliśmy się rozglądać za mieszkaniem, a to było dosłownie drugim ,które oglądaliśmy, decyzja o zakupie była praktycznie natychmiastowa. Mieliśmy pójść do "mieszkania z garażem w cenie" a przez to ,że nasz agent pomylił drogę weszliśmy do "mieszkania z ogródkiem". Potem było tylko wzajemne przekrzykiwanie się, co będziemy mieli w tym ogródku, że położymy na tarasie drewniane klepki, że będę hodowała warzywa tak jak zawsze chciałam. Było w tym bardzo dużo ekscytacji i ogromnej radości.

Kiedy przyszło co do czego, sama siebie zaskoczyłam jak mnie ten remont męczył. Jak bardzo obojętne mi było jak będzie wyglądała łazienka, jak często mówiłam, że na wszystko się zgadzam i dopiero kiedy coś mi się na prawdę nie podobało mówiłam ,że tak nie, ale sama nie wiedziałam czego chcę. W rezultacie w łazience zamiast wanny mam walk-in... Nie wiem czy to było cały czas moje hormonalne poharatanie, które jedna z Pań doktor na zajęciach z neurologii nazwała "siadaniem hormonów na mózg" czy totalny brak zainteresowania tematem przez minimalną ilość wolnego czasu. Jedno jest pewne: przez tą całą obojętność salon do dziś nie istnieje bo zamiast kanapy stoi tam milion pudeł. Nie mamy szafy, kanapy czy jadalni. Masakra.

Nadeszła jesień, naprawdę paskudna jesień. Nie wiem czy to przez to, że pomału dobijam 30-tki, przez ilość i charakter mojej pracy czy problemy ze zdrowiem ale nagle moje mieszkanie stało się moją dziuplą, której najchętniej bym nigdy nie opuszczała, moją odskocznią od cholernie szybkiego życia, które na co dzień prowadzę w biurowcu w samym centrum Wrocławia. Od jakiegoś czasu wolę leżeć w łóżku z psem śpiącym mi na brzuchu niż dylać w klubie do białego rana. I nagle ta ogromna potrzeba by dookoła było przytulnie i ciepło, bym mogła siedzieć na kanapie i czytać książki czy chociaż zaprosić znajomych na kolacje dorwała mnie jak grom z jasnego nieba. Wreszcie znalazłam czas na projekt szafy, na którą już się nie mogę doczekać, Zaczęłam przeglądać wnętrzarskie blogi czy miliony zdjęć na Instagramie. Obiecałam sobie, że do świąt ogarnę ten cały bałagan. Póki co, codziennie proszę A. żeby mi kupił jakiegoś "zielonego kwiatka"- przygarnę wszystkie, bo umieram z zachwytu nad zdjęciami z wnętrzami z ogromną ilością zieleni. Co więcej, na dniach na Amazonie będzie dostępna książka/ album "Urban Jungle", nad którą piszczę z radości. Póki co, living space goals (:

 
https://pl.pinterest.com/pin/510032726534759774/


https://pl.pinterest.com/pin/510032726534759774/


https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/f1/e9/d3/f1e9d32af7c2a733f0aa280f116aacc3.jpg
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/21/e1/37/21e137a28565950e3e9e60ffbf3e5d09.jpg
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/46/dd/3b/46dd3b9a27c68678a779eead4083953c.jpg

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz