wtorek, 1 listopada 2016

#1Ogarnianie Chaty: Szafa

Stwierdziłam, że gdy już pokochałam moje mieszkanie, czas ogarnąć cały bałagan w nim panujący. Sprawa niby głupia ale gdy pomyślę, że większość mojego wolnego czasu spędzam na wiecznym sprzątaniu raczej małego mieszkania wywołuje to u mnie uczucie ogromnego marnotrawstwa bo w tym samym czasie mogłabym się uczyć, bawić ze szczeniakiem czy pracować nad innymi celami, które sobie non stop wytyczam, a na które wiecznie nie mam czasu. Na pierwszy ogień poszła szafa.

Absolutnie zgadzam się z osobami, które mówią, że głównym powodem codziennego porannego "nie mam się w co ubrać" jest chaos mieszkający w szafie. Sama, chyba od zawsze jestem jego ofiarą. Co więcej, "nie mam się w co ubrać" napędza kolejne zakupy-by mieć się w co ubrać i doprowadza do jeszcze większej masakry. A moje ciuchy, Drodzy Państwo, są w tym domu absolutnie wszędzie.

Skąd u mnie taki chaos?

1)W mojej szafie mieszkają rzeczy zarówno zimowe jak i letnie. Nie jestem w stanie posiadać tych samych na wszystkie pory roku jak to ostatnio bywa popularne i zbudować tzw. "capsule wardrobe" mimo, że bardzo bym chciała. Kocham różnorodność a na letnie sukienki cieszę się jak na choinkę w Boże Narodzenie.

2)Nie odkładam rzeczy na miejsce. Pralka jest schowana gdzieś pod wielką stertą ubrań. Do szafy mam zwyczaj rzeczy wrzucać zamiast wkładać poskładane.

3) Mam zdecydowanie za dużo rzeczy. I tu nie chodzi o mix letnich z zimowymi, a raczej o to, że znaczącą część mojej szafy zajmowały ubrania, które "może kiedyś się przydadzą".

Niestety ostatnio zmiana pracy, i co za tym idzie dress code'u, sprawiła, że trochę mnie znowu z zakupami poniosło. Ale cóż, mus to mus a teraz zdecydowanie nie mogę powiedzieć, że nie mam ubrań pasujących do wymagań pracodawcy i ta wymówka została zabita.

Żeby wydostać się z całej tej hołdy szmat, wyrzuciłam po kolei na łóżko. oraz:

  • Oddzieliłam letnie od zimowych. Letnie poszły na urlop, który spędzają w worku próżniowym schowanym na szafie; dało mi to więcej miejsca w szafie
  • oddzieliłam bardzo dużą stertę rzeczy do wyrzucenia/ oddania 
  • szafę zorganizowałam tak, by rzeczy do pracy były koło siebie, tshirty i spodnie do pracy miały swoje osobne szuflady
Po całym tym eksperymencie wszystkiego dalej jest za dużo ale myślę, że życie samo zweryfikuje czego pozbędę się w dalszej kolejności. Cały czas mam więcej imprezowych sukienek niż przebytych w tym roku imprez ale na razie zostawiam to tak jak jest. Jeżeli chodzi o stertę rzeczy, których się pozbyłam, jestem ciekawa jaka suma by wyszła, gdybym zsumowała koszty wszystkich. Niestety w przypadku znaczącej większości cen już nie pamiętam.

Czy zamierzam coś kupować?
Ewentualnie biały t-shirt bo do tych mam ogromnego pecha. Może płaskie czarne balleriny do chodzenia po biurze ale nad tym zastanowię się dopiero w trakcie wyprzedaży. Na razie wszystkiego jest aż nadto.

I tak jak myślałam: codzienne wybieranie ubrań z w miarę ogarniętej szafy sprawia, że nagle mam się w co ubrać, bez żadnych zakupów.

Gdy szafa wygląda już całkiem przyjemnie pozostaje ta najtrudniejsza część: wyrabianie nowych nawyków. Nie oszukujmy się- bez wyrobienia nawyku za dwa tygodnie znowu, zamiast bawić się z psem czy czytać książkę na którą nigdy nie mam czasu, znowu będę układać w szafie. Hope not.