niedziela, 19 lutego 2017

Luty bez wydatków #2

Mamy dziś 19 lutego.

Liczba dni do wypłaty: 18
Suma widniejąca na koncie: 516 zł.
Suma do wydania na dzień: 28 zł

Po spłaceniu dwóch kart kredytowych, długów u mojego chłopaka oraz opłat stałych (kredyt, rachunki etc.) na konto oszczędnościowe przelałam w tym miesiącu 3542.86 zł. Ta suma jest znacznie wyższa niż ta, którą chcę docelowo miesięcznie przelewać na konto oszczędnościowe ze względu na to, że w tym miesiącu dostałam zwrot za podróż służbową.

Na co w tym tygodniu wydałam pieniądze?

Jedzenie.
W tym względzie ogromne brawa dla mnie. Zjadłam dokładnie jeden lunch na mieście, za który zapłaciłam 11.50 zł.
Resztę posiłków przygotowałam sama ze składników, które kupiłam w sobotę. Czuję też, że moje ciało reaguje super na własne gotowanie - uczucie "wieloryba" po powrocie z USA znika!:)

Zakupy czyli wszystko poza jedzeniem.
Miało być totalnie bez kupowania czegokolwiek ALE...troszkę zgubiło mnie czekanie w mrozie na przystanku. Mój przystanek jest niestety zlokalizowany zaraz przy jednym z większych centrów handlowych we Wrocławiu, więc gdy jest zimno to wolę wejść do środka i pochodzić niż czekać na mrozie.
Byłam tam w tym tyg. dokładnie 3 razy.
Za pierwszym przymierzałam parę wiązanych butów zimowych, przecenionych na jakąś bardzo dobrą cenę oraz czerwoną sukienkę, która była przesłodka . Nie kupiłam żadnej z tych rzeczy: po przymierzeniu butów stwierdziłam, że wyglądają strasznie tanio a co do sukienki to po pierwsze mało bym miała okazji by w niej gdzieś chodzić, po drugie pracuję nad swoim ciałem i tego typu rzecz kupię sobie jak już moje uda nie będą wyglądały jak małe baleroniki.
W trakcie drugiego spaceru po Pasażu Grunwaldzkim, nie udało mi się samej siebie przekonać, że kupowanie srebrnych bucików na niskim, grubym obcasie jest bez sensu. Rozgrzeszam się w ten sposób, że buty kosztowały 29zł (przecena ze 150zł) a na wiosnę i tak musiałabym kupić sobie jedną parę do pracy.
Oprócz butów, kupiłam również książkę (podręcznik) za 99zł w związku z tym, że pojawiła się opcja sobotniej pracy z niemowlakami (mój drugi zawód to logopeda kliniczny)  i dużo muszę sobie przypomnieć. Książka była genialną inwestycją i jestem z niej zachwycona, więc były to dobrze wydane pieniądze.

Poza tym wydałam 28 zł na bilety do mojego rodzinnego miasta, 18.50 zł na znicze oraz kwiatki na groby dziadków, które odwiedzam rzadko oraz parę złotych na pieczywo.

Zagrożenia nadchodzących tygodnii.
1. Goście z USA w pracy: zwykle to się wiąże z wychodzeniem w milion miejsc, drinkami, lunchami oraz dodatkowymi kosztami. Jak to rozwiążę? Postaram się jeszcze bardziej zacisnąć zęby z wydatkami w trakcie najbliższych dni by "dzienna kwota" pod koniec miesiąca była większa i żeby -BROŃ BOŻE- nie ruszyć karty kredytowej.

2. Nadchodząca wiosna: co tu dużo mówić- lubię odświeżać garderobę na wiosnę zwłaszcza, że moje zimowe ciuszki są raczej ciemne. By nie kupować rzeczy bez sensu, muszę poświęcić trochę czasu by pobawić się z tym co już mam i ułożyć zestawy, które będę mogła nosić do pracy, nie mając poczucia, że non stop chodzę w tym samym. Nie wykluczam, że w mojej szafie pojawi się coś nowego ale musi to być przemyślane.

3. "Nie chce mi się gotować": w tym tygodniu panuje zasada 0 lunchy na mieście (przyczyną punkt 1). Z jedzeniem mam trochę jak z ciuchami: uwielbiam różnorodność i boję się, że to mnie w końcu złapie w pułapkę. Póki co staram się na prawdę robić różne, kolorowe obiady i narazie się udaje.

Ogólnie myślę, że znowu poszło mi raczej dobrze. Obu zakupów (książki i butów) totalnie nie żałuję. Na pewno wiem teraz, że kiedy w sklepie wypatrzę coś o czym nie mogę przestać myśleć, lepiej jest iść i to przymierzyć bo wtedy łatwiej jest sobie daną rzecz wybić z głowy.

Pudełko do pracy gotowe.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz