niedziela, 12 lutego 2017

Pierwszy tydzień za mną. Idzie dobrze!

Od czwartkowej wypłaty panuje u mnie ostry reżim budżetowy. Jak mi poszło? 

Dużo czasu nie minęło, ale biorąc pod uwagę, że w poprzednich miesiącach zaraz po wypłacie żyłam w przekonaniu, że stać mnie na wszystko i roztrwaniałam jakieś żenujące kwoty na nawet nie wiem na co (tzn. wiem: ciuchy/kosmetyki/żarcie na mieście) to i tak jest raczej w porządku.

Po spłacie wszystkich zadłużeń w czwartek, dokonałam tylko dwóch większych wydatków:
1) zakupy spożywcze: 71.21
2) bilet MPK 90 zł



Zacznijmy od spożywki. 
Jeżeli przyjmiemy, że zakupy mają mi posłużyć przez cały tydzień jedzenia może się wydawać, że nie jest to dużo. Co o tym myślę, będę w stanie powiedzieć pod koniec tygodnia, który się jutro zaczyna. Nie planowałam konkretnie co ugotuję, co może trochę mnie zgubić zwłaszcza ,że pierwotnie zakładałam kupować raczej mniejsze ilości jedzenia na raz. Kupiłam bardzo dużo warzyw, które trzeba wykorzystać raczej szybko, bo wiecznie w lodówce leżeć nie mogą. Oprócz tego mogłam przeciągnąć zakupy do momentu, aż nie zjem moich wcześniejszych zapasów.



W tym miesiącu poinformowałam również wszystkich w pracy, że wolno mi w tygodniu zjeść tylko jeden posiłek na mieście - zrozumieli. Od czwartku gotuję wszystko w domu. Co prawda wczoraj zjadłam pizzę w restauracji a dziś lunch w kawiarni, ale na każdy z tych posiłków zostałam zaproszona i sama nie zapłaciłam za nie ani złotówki. Dziwnie to brzmi ale jak chłopaka czy siostry nie widzi się przez dłuższy czas to to aż wymaga wspólnego jedzenia gdzieś na mieście:) Pudełko na jutro stoi już zapakowane w lodówce.

Co więcej, postanowiłam na lodówce prowadzić listę produktów, które wyrzucam, ze względu na przeterminowanie, "przeleżenie" itp itd. Póki co, znalazłby się na niej jeden plasterek sera, który "uschnął" po śniadaniu, więc stwierdziłam, że dramy robić o to nie będę.
Sama zrobiłam też hummus. Co prawda, do najlepszych hummusów świata nie należy, ale przynajmniej wiem co jest w środku.
Wyliczając spożywcze plusy oraz minusy ostatnich kilku dni: 
  • +codziennie gotowanie
  • +zero obiadów zjedzonych na mieście, za które płaciłam
  • +dojadanie resztek
  • -niebezpieczeństwo, że moje wczorajsze zakupy spożywcze były za duże, i część będę musiała wyrzucić, ale moja w tym głowa by tak się nie stało:)

Drugim tematem, który zwykle zżera mi dużą część wypłaty, zaraz po tym jak pojawi się ona na koncie, są ciuchy.
W piątkowe popołudnie znowu miałam przechadzkę po rynku, próbując zabić godzinkę wolnego czasu. Weszłam do lumpeksu i nic nie kupiłam. Po sklepach zupełnie nie chce mi się chodzić. Nie oglądam na youtube żadnych filmików odnośnie trendów itd. bo one zwykle napędzają u mnie chęć kupowania.
W mojej szafie pojawił się jednak nowy sweter. Jest on jedną z tych rzeczy, które jak się zobaczy to się wie, że pasuje do mnie w 100%, i że będę go nosić ile się da. I tu uwaga mimo, że nowy zakup jest (a miało nie być żadnego do kolejnej wypłaty) to i tak nie jest złamaniem zasad: jest prezentem od siostry. Podsumowując temat ciuchów: zero ubrań kupionych za własne pieniądze.

Jak widać powyżej, wydałam 90 zł na bilet mpk, ale biorąc pod uwagę, że jest to mój jedyny środek transportu (mieszkam na obrzeżach miasta, pracuję w centrum, na rower jest dla mnie za zimno) to nie podlega to nawet dyskusji.

Myślę, że warto też wspomnieć o ilości wyprodukowanych przeze mnie śmieci. Zupełnie nie wiem jak to się stało ale przez tydzień nazbierał się tylko jeden mały kubeł i były w nim głównie obierki warzyw/owoców, resztki jedzenia, które spokojnie można by kompostować. I to jest nowy temat, który będę rozkminiać na wiosnę:) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz